la la la rozpierdol trwa
Znów mam czyjś ból na sumieniu. Znów tonę w oczekiwaniach. Innych ludzi, moje nie istnieją już od bardzo dawna. Dopóki się nie zresetuje, wszystko czego się dotknę będzie jednym wielkim errorem. Nie chce już nikogo zranić. Nigdy nie chciałam. Chciałam byś taka jak widzieli mnie inni. Chciałam dawać innym to wszystko czego chcieli. O jak bardzo rozminęłam się przez to z czymś takim jak moralność. Przez tyle czasu nie byłam sobą, że w zasadzie nie mam pojęcia kim jestem. Wszystko jest jak oglądanie filmu. Jakby nie dotyczyło to wszystko mnie. Teraz mówię te różne niewygodne rzeczy, bo obiecałam sobie, że nie będę już kłamać. Kłamstwo jest lekkie tylko w momencie kiedy się je wypowiada, później już tylko z czasem ciąży coraz to większymi odsetkami. A ja już nie mam ani pieniędzy ani siły.
Chciałabym kilka dni na myślenie. Gdzieś daleko. Jutro budzik na 5.00 i siup do pracki jeszcze raz. Może w majówkę legnę z myślami. Z piwkiem. Już nie mam siły. A w myślach tylko widmo konieczności wstania rano do tego całego syfu, zwanego moje życie. Trudno.
Fajnie by było mieć coś naprawdę. Coś zbudować naprawdę. Coś stałego i coś już na zawsze.
Jednak jak budować kiedy dopiero co wszystko zmieniło się w gruz. Moje studiowanie budownictwa na nic mi w życiu przyszło. Choć raz chce być na tyle mądra, żeby nie zacząć murować na tym gruzowisku z którego jeszcze ulatnia się gaz.
Nie muszę wiedzieć co będzie za rok. Nie muszę. Ale koniec z życiem momentami. Momenty to piękne chwile, ale muszą mieć jakieś stałe źródło. Ogarnę się. Tylko nie wiem ani kiedy, ani w jakiej formie.
A więc czas na spanko. Jutro będzie koniec świata taki sam jak dzisiaj, można jedynie się wyspać. Czasem to jedyne co można zrobić z myślą o kolejnym dniu.
Komentarze
Prześlij komentarz